poniedziałek, 25 czerwca 2012

Na pamięć

Po książkę Miedzianka. Historia znikania sięgnąłem, bo tak dużo nominacji do tak wielu ważnych nagród, bo takie recenzje, zachwyty, temat niebanalny, no i wiek autora bezwstydny! Jak już młodsi ode mnie karierę robią, a ja się ciągle przemóc nie mogę, to skandal, skandal, skandal! Moja frustracja się powiększa… Tym bardziej, że książka bardzo dobrze napisana. 
Na uznanie zasługuje wysiłek, któremu autor sprostał, by z najróżniejszych fragmentów, strzępów, zdjęć i wspomnień poskładać historię miasteczka, którego już nie ma. Historię barwną, frapującą i podaną z literackim smakiem. A co najważniejsze, budzącą wiele pytań o losy podobnych miejsc, które na zawsze zniknęły z map i rozkładów jazdy, nieodwołalnie pogrzebane w niepamięci. 
Z opisanego przez Springera miasteczka nie zostało już nic. Po warszawskim Powiślu, na którym się wychowałem, nadal można spacerować. Kamienica przy Koźmińskiej 18 stoi, choć kiedyś nie było tam domofonu… Przejeżdżam nieraz tamtędy. Jednak coraz częściej dopada mnie melancholijna myśl, że tych podwórek, placów zabaw, zakamarków nie odnajdę… Dziś przecież są to podwórka innych dzieci, a Powiśle mojego dzieciństwa, wraz z niedzielnymi spacerami do Łazienek, kolegami z podstawówki i górką w parku jordanowskim (w jej miejscu od kilku lat stoi apartamentowiec) istnieje tylko w mojej głowie… I że to wszystko prawda zaświadczy na szczęście mój brat.

czwartek, 21 czerwca 2012

„Prowadzący umarłych…” Liao Yiwu

    „Podczas poprzednich kampanii politycznych czystki przeprowadzane były pod nadzorem miejscowych członków Partii Komunistycznej, ale podczas rewolucji kulturalnej było inaczej. […] Czerwonogwardziści bili wszystkich, których uważali za kontrrewolucjonistów, nie przejmując się, czy ktokolwiek wyciągnie z tego konsekwencje. To tak, jakby dzisiaj przyłapać na ulicy kieszonkowca na gorącym uczynku. Każdy przechodzień chce się włączyć do wymierzania złodziejowi kary, choć raz go uderzyć albo kopnąć. Ten, kto kopie najmocniej, dostaje największe brawa. Dokładnie tak samo działo się podczas rewolucji komunistycznej. […] To były pomylone czasy. Nawet uczniowie podstawówek byli wzywani do buntu przeciwko nauczycielom. Zdarzało się, że dziewczęta siłą goliły nauczycielkom na łyso pół głowy, nazywając to «nowoczesną fryzurą yin-yang». Na ulicach stale widywało się dzieci, które w jednym ręku trzymały Czerwoną Książeczkę Przewodniczącego Mao, a w drugiej drewniany czerwony miecz. Zatrzymywały dorosłych i kazały im recytować cytaty z Przewodniczącego Mao. Kiedy zatrzymany dorosły chociaż raz się pomylił, dzieci biły go mieczem po plecach i kazały zaczynać od nowa. Jeżeli nadal się mylił, donosiły na niego czerwonogwardzistom i taki człowiek mógł zostać oskarżony o «zapomnienie słów Przwodniczącego Mao».”

W ten sposób opisuje rewolucję kulturalną Liu Weidong – były czerwonogwardzista – w wywiadzie udzielonym Liao Yiwu – laureatowi tegorocznej edycji Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego. W książce Prowadzący umarłych… znajdziemy dwadzieścia osiem podobnych rozmów, których bohaterami są biedacy, żyjący na marginesie społeczeństwa często jako ofiary kolejnych rewolucyjnych zrywów i czystek projektowanych i wdrażanych przez najwyższe władze komunistycznych Chin. W kraju spełnionych antyutopii totalitarnych los każdej jednostki musi zostać naznaczony piętnem władzy, a szalona logika bezprawia skazuje na potępienie zarówno kontestatorów, jak i piewców systemu… 
Cytowany wyżej Liu Weidong przyznaje, że sam brał udział w torturowaniu własnego nauczyciela – pana Bai, który nie wytrzymując kolejnych wielogodzinnych sesji poniżania i bicia, odebrał sobie życie. Po latach Liu nie jest dla siebie zbyt surowy: 

     „Ja pochodzę z rodziny prostych robotników. Rewolucja kulturalna dała mi szansę podeptania tych, którzy byli ode mnie lepsi. To było coś wspaniałego. Nie mogłem się tym nasycić. Moja młodość, moje marzenia, moje pasje – wszystko to ściśle wiązało się z rewolucją kulturalną.”