
W trakcie lektury tych poruszających opowieści o wołyńskiej apokalipsie, uderzył nie fakt, że Kresowa Księga Sprawiedliwych (tom dotyczący Ukraińców ratujących Polaków w trakcie eksterminacji przez oddziału OUN i UPA) została przez IPN wydana dopiero w 2007 roku.
Lektura Sprawiedliwych zdrajców jest w moim przekonaniu choć minimalnym aktem pamięci, aktem przyzwoitości wobec naszych sąsiadów z Wołynia. Wnikliwa i żmudna praca Szabłowskiego nie pójdzie na marne, jeśli z uwagą i empatią wysłuchamy jego rozmówców.
Z rozmowy z Ukrainką Ireną, dziś pracującą w Polsce jako pomoc domowa, której dziadek ratował Polaków podczas rzezi wołyńskiej:
„Nagle się okazało, że starszą panią też uratowali Ukraińcy! Że ktoś ją trzymał na strychu, potem jakaś inna rodzina przejęła. Że dwa albo trzy miesiące jacyś nieznani jej ludzie ryzykowali życiem. I ona tego w ogóle nie chciała pamiętać! Zapamiętała tylko morderców. Tych dobrych wyrzuciła z głowy.
I znów: czy ja, Ukraina od sprzątania, mam jej tłumaczyć, że tych ludzi należało odszukać? Albo chociaż im list wysłać? Że oni może, jak mój dziadek, całe życie czekali na znak?".
Witold Szabłowski w rozmowie z panią Szurą:
„Nas w naszej historii tylko mordowali, nie ma miejsca na takich, co próbowali ratować, ani na takich, którzy się modlą […].
Nie dajemy swoim sprawiedliwym medali, nie sadzimy im drzewek. […] Szczerze mówiąc, to w ogóle o nich nie pamiętamy”.
Książkę otrzymałem dzięki uprzejmości Księgarni Matras.
Książkę otrzymałem dzięki uprzejmości Księgarni Matras.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz