
„[…] uważano, że treścią materii jest człowiek, a formą wyższą tej materii jest społeczeństwo. Oznaczało to, że można zmieniać społeczeństwo. Moje pokolenie myślało tylko o tym. Koledzy z uczelni, ja, wszyscy studiowaliśmy – jedni prawo, inni nauki polityczne, jeszcze inni medycynę czy ekonomię – aby dać coś z siebie społeczeństwu. Uczyliśmy się, bo czuliśmy […], że powierzono nam misję, abyśmy zrobili coś dla społeczeństwa chorego, słabego i niesprawiedliwego, abyśmy je zmienili. I ci, co studiowali prawo, by bronić biedaków, i ci, którzy chcieli zostać politykami czy dyplomatami. Nikt nie uczył się po to, by zostać doradcą finansowym, jak to teraz robią młodzi ludzie. To było coś, o istnieniu czego nawet się nie wiedziało. Nasza postawa nie była altruistyczna, nie odbieraliśmy tego w ten sposób. To stanowiło nasz obowiązek. Czuliśmy, że jesteśmy elitą, czuliśmy się uprzywilejowani, że możemy studiować, i wydawało nam się naturalne, e chcemy w jakiś sposób odpłacić się społeczeństwu, które nas w ten sposób wyróżniło. Oczywiście uczyliśmy się także we własnym interesie, ale wszyscy, powtarzam, wszyscy studiowali nauki, które mogły być użyteczne dla społeczeństwa.”