Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akunin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akunin. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 lutego 2014

Lektura niezobowiązująca

Po nową powieść Borisa Akunina sięgnąłem z ciekawością, aczkolwiek – nie bez oporów. Mój entuzjazm dla tego autora gwałtownie przygasł po lekturze Pór roku – książki nieudanej i pełnej banałów. Tym razem znakomity „kryminalista” oddał w nasze ręce powieść przygodową, awanturniczą, wykorzystującą dobrze znaną w tym gatunku kompozycję szkatułkową. Wiele z jej motywów nawiązuje do tradycyjnych toposów. Jest więc wyspa skarbów, jest ekspedycja poszukiwawcza, są tajne skrytki i bohaterowie, którzy z wszelką cenę chcą ów skarb zdobyć. Nie zabrakło także korsarzy, bitew morskich, egzotycznych miejsc i oczywiście – intrygi miłosnej. Akunin nie po raz pierwszy włącza do swej powieściowej gry postacie, którym każe działać pod przykryciem – czasem jest to tylko pseudonim, czasem mylące przebranie, ale zdarza się im również występować w powłoce zgoła nie ludzkiej, lecz ptasiej…

Nie jestem znawcą książek przygodowych. Być może koneserom powieść Sokół i Jaskółka wyda się zbyt przewidywalna lub po prostu nazbyt podobna do już istniejących, choćby klasycznych realizacji gatunku. Ja zakwalifikowałbym ją do lektur, nadających się przede wszystkim na wakacje, kiedy chcemy odpocząć nieco od poważnych tematów i książek wymagających większego zaangażowania intelektualnego. Polecałbym ją jako niezobowiązującą zabawę również młodszym czytelnikom. Dla młodzieży jest to z pewnością propozycja znacznie lepsza niż dominujące na rynku sagi o wampirach.

Kto ma ochotę zaokrętować się na piracki statek i przenieść się w czasie aż do początku osiemnastego wieku, niech się śpieszy – podstępny kapitan już podnosi kotwicę! (Bez skojarzeń, proszę.)

niedziela, 7 lipca 2013

Seppuku

     Kto lubi kryminały Borisa Akunina, kto ceni tego autora, ma o nim dobre zdanie i chce go takim zapamiętać, niech pod żadnym pozorem nie bierze do ręki najnowszej powieści – Pory roku. Mam wrażenie, że Grigorij Czchartiszwili, piszący tym razem jako Anna Borisowa, chcąc spróbować swoich sił w nowej formule literackiej, popełnił widowiskowe seppuku (jak na japonistę przystało). W założeniu miała to być chyba obyczajówka dla szerokiego odbiorcy z inteligentnym „życiowym” przesłaniem. Wyszła z tego jednak powieść dla kucharek z pretensjami. Domorosła filozofia wpleciona w wielowątkową akcję z elementami powieści przygodowej, podlana miłosnym sosem. Banał goni banał, a niemal każdy podejmowany problem znajduje rychłe i nader oczywiste rozwiązanie. Przeczytałem tę książkę do końca tylko po to, by przekonać się, że finał jest równie przewidywalny. 
     Ponadto, polska edycja skrzy się niesłychaną liczbą językowych kulfonów; zdań tak stylistycznie okropnych, że śmiem wątpić w dobre intencje tłumaczki. Jeden z bohaterów ma w swoim Maybachu wszystko „łącznie z łącznością”, ukochany nie zwraca uwagi na „tak zwane wdzięki” wzdychającej do niego bohaterki, a „partnerzy uważają go za [pożądanego i słownego] partnera”. 
     Żałość, żałość, żałość…

czwartek, 2 maja 2013

Lektura na majówkę

Dla wielbicieli kryminałów Borisa Akunina pojawienie się kolejnej powieści sensacyjnej o przygodach detektywa Erasta Pietrowicza Fandorina – Świat jest teatrem – to nie lada gratką. Twórca kilkunastotomowego cyklu, zarzekał się, że jedenasta część – Diamentowa karoca, uzupełniona zbiorem dziesięciu opowiadań (Nefrytowy różaniec), będzie ostatnią odsłoną niezwykłej biografii bohatera, którego inteligencja, nienaganne maniery, znajomość wschodnich sztuk walki, sprawność w posługiwaniu się bronią i niezawodna intuicja stawiają w równym rzędzie z Sherlockiem Holmesem, Herkulesem Poirot, Jamesem Bondem, a nawet Jackie Chanem i Ojcem Mateuszem. 
Tym razem Fandorin wkracza w nieznany sobie świat teatru. Zanim zorientuje się w panujących tu zwyczajach i zdoła otrząsnąć się z paraliżującego wolę i rozum zauroczenia, wypadki potoczą się nieoczekiwanym torem, a kilku adoratorów słynnej aktorki Elizy Altairsiej-Lointaine zdąży paść trupem. By móc swobodniej poruszać się wśród artystów i korzystać z możliwości obserwowania ich nie tylko w czasie przedstawień, ale także na próbach, Erast Pietrowicz podejmie się współpracy z teatralną trupą, a nawet spróbuje swych sił jako dramaturg. Napisaną przez Fandorina sztukę zamieszczono zresztą w książce, dzięki czemu, po przeczytaniu powieści, mamy szansę zapoznania się z tym pełnokrwistym dramatem, inspirowanym tradycjami teatru japońskiego. 
Szczególna rola (nomen omen!) przypadnie także nieodłącznemu towarzyszowi Erasta Fandorina, słudze i pomocnikowi Masie, który niczym Sancho Pansa, krok w krok podąża za swym panem, gotowy w razie potrzeby oddać za niego nawet własne życie… Czy teatr okaże się aż tak niebezpiecznym miejscem?

          „Oprócz zazdrości miłosnej istnieje też zazdrość aktorska. Główna artystka trupy jest zawsze narażona na wściekłą zawiść. Znane są przypadki, kiedy pierwszym aktorkom koleżanki przed spektaklem wsypywały do butów tłuczone szkło. Śpiewaczce operowej dodano kiedyś pieprzu do kogla-mogla, żeby straciła głos. Różnie bywa i w teatrze dramatycznym. Ale co innego – podłożyć żmiję do kosza z kwiatami, a co innego z zimną krwią otruć Smaragdowa, rozpruć brzuch Limbachowi, podciąć gardło Szustrowowi.”

Tekst jest skróconą wersją recenzji, która ukazała się w styczniowym numerze "Wiadomości Literackich".

czwartek, 5 lipca 2012

W wakacyjnym stanie – czytanie, czytanie, czytanie…

Wreszcie nadszedł upragniony urlop, a z nim czas wakacyjnych lektur. Wybierając w wypożyczalni tytuły na najbliższy miesiąc, z nadzieją zajrzałem na półkę z literaturą rosyjską. Jest! Czeka na mnie sam Boris Akunin. Jego znakomitą serię „fandorinowską” mam już niestety za sobą (i zazdroszczę tym, którzy jeszcze nie znają przygód słynnego detektywa Erasta Pietrowicza). Wybrałem więc dwie książki z oryginalnej serii Gatunki – każda jej część ma w tytule nazwę gatunku literackiego, jaki prezentuje. Dotąd znałem jedynie Książkę dla dzieci. Teraz przyszła kolej na Powieść szpiegowską oraz Fantastykę
Obie książeczki połknąłem łapczywie w pierwszych kilku dniach urlopu. Jednak zdecydowanie większą łapczywością cieszyła się Powieść szpiegowska, dająca dużą satysfakcję wielbicielom Akunina, który już niejednokrotnie udowodnił, że kryminał to jego żywioł. Polecam tę książkę szczególnie tym, którzy z chęcią czytują opowieści o tajnych służbach i spiskach z wielką historią w tle. 
Za fantastyką niestety nie przepadam. Być może nie jestem więc najwłaściwszym recenzentem drugiej powieści – dla mnie nazbyt chaotycznej, za często wykorzystującej retardacyjne chwyty, których nie rekompensuje dziwaczny i według mnie słabo umotywowany finał. Trudno jednak odmówić autorowi umiejętności rozbudzania czytelniczej ciekawości, dzięki której nie odłożyłem książki przed czasem. 
Teraz przede mną nieco poważniejsze tytuły. Ale czuję, że Grigorij Czchartiszwili (prawdziwe nazwisko Borisa Akunina) jeszcze nie raz powróci w szeregi wakacyjnych lektur.

piątek, 28 października 2011

Lektury na Zaduszki II

„Wiecie, co mnie najbardziej intryguje w mieszkańcach Moskwy, Londynu, Paryża, Amsterdamu, a tym bardziej Rzymu czy Jerozolimy? To, że większość z nich nie żyje. O nowojorczykach czy tokijczykach tego powiedzieć nie można, bo miasta, w których mieszkają są zbyt młode. 
Jeśli wszystkich ludzi, którzy zamieszkiwali prawdziwie stare miasto przez całą historię jego istnienia, wyobrazimy sobie jako jeden ogromny tłum i wpatrzymy się w to morze głów, to okaże się, że pustych oczodołów i wybielonych przez czas czerepów jest więcej niż żywych twarzy. Mieszkańcy miast z przeszłością żyją otoczeni zewsząd zmarłymi.”

Tak w Wyjaśnieniu do niezwykłej książki Historie cmentarne pisze autor, Grigorij Czchartiszwili, szukając powodów swej perwersyjnej wręcz skłonności do starych nekropolii. Zgromadzone w tym tomie teksty stanowią rodzaj specyficznego dwugłosu, w którym z równą siłą brzmi głos autora – przewodnika niespiesznych spacerów po cmentarzach wielkich miast i głos twórcy krótkich historii funeralnych – Borysa Akunina (Pod tym literackim pseudonimem Czchartiszwili pisze od lat swe kryminalne powieści i opowiadania).
W szczególnym czasie wspominania naszych zmarłych, składania wieńców i zapalania zniczy, dzięki którym cmentarze po zmroku przypominać będą żyjące miasta, warto sięgnąć po tę książkę… Być może znajdziemy w niej jakąś pociechę? Być może odnajdziemy kilka zdań, które pozwolą nam nieco mniej zdawkowo traktować listopadowe nadgrobne odwiedziny?

piątek, 22 lipca 2011

Źle się dzieje w państwie ruskim!

Czasem nawet najbardziej banalne zdania potrafią przykuć uwagę czytelnika. Jedno z nich znalazłem w jedenastej (niestety ostatniej) części kryminalnych przygód Erasta Fandorina – Diamentowa karoca. Przyznaję, że olśniło mnie swą aktualnością:

„– Zguba Rosji w jej włodarzach. Jak zrobić, żeby rządzili ci, którzy mają po temu talent i dar, a nie same ambicje i znajomości?”

czwartek, 24 marca 2011

A ja wolę Akunina

Dotąd rzadko sięgałem po kryminały. Ciekawość wzięła jednak górę nad uprzedzeniami, gdy postanowiłem sprawdzić, co kryją mroczne okładki szwedzkich kryminałów z serii Millenium i co decyduje o ich popularności. Na warsztat wziąłem Stiega Larssona i jego Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet. Przeczytałem ten opasły tom dość szybko i rzeczywiście było w tym czytaniu sporo przyjemności. Rzecz sprawnie napisana, z dobrze skonstruowaną fabułą, wyrazistymi i oryginalnymi postaciami; na dodatek, pisana ze szlachetnym zaangażowaniem w problemy społeczne. Niezłe wykonanie nie daje jednak odpowiedzi na pytanie o źródła tak dużego zainteresowania Larssonem. Książka jest raczej przyzwoitym czytadełkiem, więc trudno dopatrywać się tu jakichś literackich rewelacji.
Osobiście wolę Akunina, którego książki o przygodach Erasta Fandorina połykam namiętnie. Autor (właśc. Grigorij Czchartiszwili) połączył w nich znakomity talent fabularny z inteligentnymi odniesieniami do rozległej rosyjskiej i europejskiej tradycji literackiej. Niemal każdy z tomów prezentuje inną strategię narracyjną, z różnych perspektyw malując pejzaż Moskwy przełomu XIX i XX wieku. Szczególnie gorąco polecam tomy: Azazel, Lewiatan, Dekorator i Koronacja.

Przy okazji dziękuję mojej dobrej koleżance za świeże dostawy kolejnych tytułów:)