Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 czerwca 2012

„Prowadzący umarłych…” Liao Yiwu

    „Podczas poprzednich kampanii politycznych czystki przeprowadzane były pod nadzorem miejscowych członków Partii Komunistycznej, ale podczas rewolucji kulturalnej było inaczej. […] Czerwonogwardziści bili wszystkich, których uważali za kontrrewolucjonistów, nie przejmując się, czy ktokolwiek wyciągnie z tego konsekwencje. To tak, jakby dzisiaj przyłapać na ulicy kieszonkowca na gorącym uczynku. Każdy przechodzień chce się włączyć do wymierzania złodziejowi kary, choć raz go uderzyć albo kopnąć. Ten, kto kopie najmocniej, dostaje największe brawa. Dokładnie tak samo działo się podczas rewolucji komunistycznej. […] To były pomylone czasy. Nawet uczniowie podstawówek byli wzywani do buntu przeciwko nauczycielom. Zdarzało się, że dziewczęta siłą goliły nauczycielkom na łyso pół głowy, nazywając to «nowoczesną fryzurą yin-yang». Na ulicach stale widywało się dzieci, które w jednym ręku trzymały Czerwoną Książeczkę Przewodniczącego Mao, a w drugiej drewniany czerwony miecz. Zatrzymywały dorosłych i kazały im recytować cytaty z Przewodniczącego Mao. Kiedy zatrzymany dorosły chociaż raz się pomylił, dzieci biły go mieczem po plecach i kazały zaczynać od nowa. Jeżeli nadal się mylił, donosiły na niego czerwonogwardzistom i taki człowiek mógł zostać oskarżony o «zapomnienie słów Przwodniczącego Mao».”

W ten sposób opisuje rewolucję kulturalną Liu Weidong – były czerwonogwardzista – w wywiadzie udzielonym Liao Yiwu – laureatowi tegorocznej edycji Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego. W książce Prowadzący umarłych… znajdziemy dwadzieścia osiem podobnych rozmów, których bohaterami są biedacy, żyjący na marginesie społeczeństwa często jako ofiary kolejnych rewolucyjnych zrywów i czystek projektowanych i wdrażanych przez najwyższe władze komunistycznych Chin. W kraju spełnionych antyutopii totalitarnych los każdej jednostki musi zostać naznaczony piętnem władzy, a szalona logika bezprawia skazuje na potępienie zarówno kontestatorów, jak i piewców systemu… 
Cytowany wyżej Liu Weidong przyznaje, że sam brał udział w torturowaniu własnego nauczyciela – pana Bai, który nie wytrzymując kolejnych wielogodzinnych sesji poniżania i bicia, odebrał sobie życie. Po latach Liu nie jest dla siebie zbyt surowy: 

     „Ja pochodzę z rodziny prostych robotników. Rewolucja kulturalna dała mi szansę podeptania tych, którzy byli ode mnie lepsi. To było coś wspaniałego. Nie mogłem się tym nasycić. Moja młodość, moje marzenia, moje pasje – wszystko to ściśle wiązało się z rewolucją kulturalną.”

środa, 25 stycznia 2012

Made in China

Chiny to dziś jeden z największych światowych tygrysów gospodarczych – przedziwna hybryda, rozpięta pomiędzy komunistyczną doktryną Mao Zedonga, a kapitalistycznym eksperymentem Deng Xiaopinga; między wielowiekową tradycją, a spustoszeniami rewolucji kulturalnej.
Niezwykłe kontrasty, rozwarstwienie społeczne, destrukcyjne postępowanie władzy i nędzę, w jakiej żyła ogromna większość obywateli Chińskiej Republiki Ludowej w latach osiemdziesiątych opisuje w książce Zakazane wrota Tiziano Terzani – włoski dziennikarz, który w 1980 roku, wraz z rodziną, zamieszkał w Pekinie i przez cztery lata próbował żyć jak przeciętny Chińczyk.
W trakcie lektury przychodziły mi na myśl klasyczne antyutopie, z Rokiem 1984 na czele, którego tytułowa data okazała się nomen omen zbieżna z zakończeniem chińskiej przygody Terzaniego, który właśnie w ’84 roku został przez tamtejsze władze zmuszony do opuszczenia Państwa Środka.
Jakże trudno przychodziło mi uświadomienie sobie, że Zakazane wrota nie są jednak literacką fikcją, lecz wnikliwą, reporterską analizą przeklętej rzeczywistości spełnionych koszmarów. Choć nie brak w jej opisie elementów tak groteskowych, że aż śmiesznych; przypominających sceny ze znanych peerelowskich komedii…

     „Jednym z najsłynniejszych haseł Mao – widuje się je jeszcze nad bramami koszar, ostatnich bastionów maoizmu w Chinach – było: Służyć narodowi.
     Służyć narodowi to formuła zachęcająca ludzi do poświęceń dla innych, do uczestnictwa w zbiorowym wysiłku, do zastąpienia wrodzonego egoizmu wzrostem świadomości społecznej. Teraz nad wejściem do kurzej fermy we wsi Shilianzhuang, prowadzonej zgodnie z regułami systemu odpowiedzialności, ktoś wypisał czarnymi znakami na pasmach czerwonego i żółtego papieru: Służyć kurczętom. I tak też jest. Im zdrowsze i tłustsze kurczaki, tym więcej zarobią hodujący je wieśniacy.”

     „Sport zajmuje w chińskiej szkole ważne miejsce. Maszeruje się, oddaje honory, obraca się na obcasach, przyswaja sobie kilka chwytów kung-fu, rzuca granatem. Granaty nie są oczywiście prawdziwe, ale mają zupełnie podobny do prawdziwych kształt. My używaliśmy drewnianych z żelazną główką. W chińskich szkołach rzut granatem odpowiada pchnięciu kulą w Europie.”

P.S.: Dobrym uzupełnieniem powyższej lektury jest film dokumentalny China blue (pol. Chiny w kolorze blue) – o jednej z tamtejszych fabryk jeansów, dostępny bez opłat na www.iplex.pl.