Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Angerman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Angerman. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 czerwca 2014

Świat za 300 lat

Nie znam się na science fiction. Pociesza mnie jednak fakt, że w ogóle mało kto zna się na tym, jak będzie wyglądał nasz świat w roku 2368, do którego zabiera nas Przemek Angerman – autor Tożsamości Rodneya Cullacka – dystopii o mocnym zabarwieniu filozoficznym. Przedstawiana w książce wizja przyszłości, w której ludzkość zdążyła już stoczyć (w granicach własnego gatunku) kosmiczne wojny i posiadła umiejętności niemal dowolnego manipulowania nie tylko organizmem, lecz także umysłem człowieka, jest zaiste przerażająca. Znalazłem w niej motywy ze znanych filmów: Faceci w czerni czy Matrix, ale najważniejszym filmowym odniesieniem będzie tu z pewnością Truman show – opowieść o świecie do szczętu zmanipulowanym, o człowieku, który, wbrew własnemu przekonaniu, żyje nie swoim życiem. Tu także mamy do czynienia z bohaterem poszukującym własnej tożsamości, próbującym zajrzeć pod powierzchnię rzeczywistości, która w futurystycznym ujęciu Angermana jest niczym innym jak technologicznie upgradeowanym totalitaryzmem; straszniejszym, bo zdolnym tworzyć ludzi, będących nieświadomymi niewolnikami, ochoczo spełniającymi zamierzenia tyranów w przekonaniu, że determinują ich jedynie własne dążenia. Wśród literackich odniesień znajdzie się więc i Orwell ze swoim Rokiem 1984 i Aldous Huxley z Nowym wspaniałym światem. Wśród postaci Tożsamości Rodneya Cullacka są oczywiście dwójmyślący. Są też i tacy, którym do życia wystarczy odurzenie się ogólnodostępnymi substancjami psychoaktywnymi lub po prostu gładkie przełykanie propagandowej papki międzygalaktycznej telewizji. Richard Zonga – główny bohater i zarazem narrator – próbuje odkryć prawdę, stara się za wszelką cenę odnaleźć swą prawdziwą tożsamość i uświadomić pozostałym ofiarom manipulatorskiej władzy, na czym w istocie zasadza się ich bałwochwalcza i zarazem wiernopoddańcza relacja z wszechpotężną Matką. Jego odkrycia zaprowadzą czytelnika daleko poza granicę naukowych i literackich rozważań o przyszłości. W powieści Przemka Angermana stają się bowiem niezwykle sugestywną materializacją naszych dzisiejszych lęków. 

Jedyne, co przeszkadzało mi w lekturze, to nadgorliwość autora, skłaniająca go do wkładania w usta Richarda Zongi wielu konkluzji, spostrzeżeń i wniosków, które w moim przekonaniu należałoby pozostawić inteligencji i empatii czytelnika.

        „Czy to nie przebiegłe – zbudować takie więzienie, którego krat nie widzisz? Co więcej, gdy ktoś próbuje coś o nim powiedzieć, jesteś gotowy go zabić, gdyż wydaje ci się, że atakuje on twoją wolność. Do końca będziesz bronił siebie, swojej wolności i swojej osobowości. Do ostatniej kropli krwi. Tyle tylko, że ta osobowość nie jest twoja. Podmieniono ją na wygodną dla nich…” 

Za książkę i miłą dedykację dziękuję Przemkowi Angermanowi.