Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eco. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eco. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 grudnia 2011

„Cmentarz w Pradze”

Ma rację Marek Bieńczyk nazywając najnowszą książkę Umberto Eco powieścią sfingowaną (Tygodnik Powszechny nr 52/2011). Niecierpliwe i pełne nadziei oczekiwanie na ukazanie się Cmentarza w Pradze, zamieniło się w zniecierpliwienie towarzyszące coraz bardziej beznadziejnemu brnięciu przez kolejne strony tej przedziwnej i ponad miarę nabrzmiałej opowieści.
Autor Imienia Róży oddał w nasze ręce tekst iskrzący się erudycyjnymi odwołaniami, skrupulatnie oddający realia i kulturalny klimat Europy końca dziewiętnastego wieku. Zapomniał jednak zupełnie o fabule, będącej przecież ważnym elementem gatunkowym powieści, pozostawiając wręcz szczątkowy szkic wydarzeń, stanowiący jedynie pretekst do snucia meandrycznej historii o powstaniu Protokołów mędrców Syjonu.
Mam nieodparte wrażenie, że Eco uległ zgubnej pokusie prowadzenia z czytelnikiem intelektualnej gry, której jednak nie potrafił zmieścić w formule powieściowej. Mamy zatem ersatz powieści, która mogłaby powstać, gdyby autorowi większą radość sprawiało opowiadanie, niż piętrzenie intertekstualnych rebusów i ciągłe popisywanie się wręcz encyklopedyczną wiedzą na temat opisywanych ludzi, miejsc oraz idei ożywiających dziewiętnastowieczne umysły.
Być może spostrzeżenia na temat spiskowych teorii dziejów, również tych antysemickich, łatwiej byłoby przedstawić w postaci tekstu o charakterze publicystycznym… Mam jednak wątpliwości, czy zapisane wprost tezy o bezpośredniej zależności pomiędzy utrwalanymi w dawniejszych czasach stereotypami a Zagładą zostałyby przyjęte z aprobatą. Moim zdaniem to zbyt duże uproszczenie, które w ustach szanowanego historyka idei musiałoby zabrzmieć naiwnie; wręcz głupio. Literacki (czy pseudoliteracki) sztafarz daje autorowi komfortowe poczucie bezpiecznego dystansu.

wtorek, 11 października 2011

Umberto Eco

Z wielkim apetytem zabrałem się w zeszłym tygodniu do Diariusza najmniejszego – zbiorku felietonów włoskiego mediewisty, historyka idei, autora Imienia Róży i Baudolina. Znalazłem kilka zgrabnych tekstów, lecz całość – nie zachwyca! Podobnie z Drugimi… i Trzecimi zapiskami na pudełku od zapałek, w których na próżno szukałem takiego ładunku inteligentnego, nieco cynicznego, humoru, jakim nabił Eco felietony zebrane w pierwszym tomie Zapisków… Jest wśród nich, między innymi, króciutka satyra na nieprzyjazne czytelnikom biblioteki publiczne. Autor w osiemnastu punktach radzi, jak taką bibliotekę urządzić. Dowiadujemy się stąd, że:

„4. Czas między zamówieniem a dostarczeniem książki winien być bardzo długi.
5. Nie ma potrzeby wypożyczać więcej niż jedną książkę na raz.
6. (…) Biblioteka ma zniechęcać do jednoczesnego czytania kilku książek, bo od tego można przecież dostać zeza. (…)
8. Bibliotekarz winien uważać czytelnika za wroga, nieroba (w przeciwnym razie byłby bowiem w pracy), za potencjalnego złodzieja.
9. Dział informacji winien być nieosiągalny.
10. Należy zniechęcać do wypożyczania. (…)
15. Nie dopuszczać do odzyskania następnego dnia czytanej książki. (…)
17. Jeśli tylko się uda – żadnych ubikacji.
18. W sytuacji idealnej czytelnika powinien obowiązywać zakaz wstępu do biblioteki; zakładając jednak, że do niej wtargnął, nadużywając w małostkowy i mało sympatyczny sposób swobód przyznanych mu w prawdzie przez Wielką Rewolucję, lecz nie przyswojonych jeszcze przez zbiorową wrażliwość, w żadnym razie nie może, i nigdy nie będzie mógł mieć dostępu do półek z książkami – jeśli pominie się prawo do pospiesznego przemknięcia przez bibliotekę podręczną.

UWAGA DODATKOWA. Cały personel winien być dotknięty ułomnościami fizycznymi, albowiem obowiązkiem społeczeństwa jest zapewnienie pracy obywatelom niepełnosprawnym (bada się obecnie możliwość objęcia tą zasadą także straży pożarnej). Idealnym bibliotekarzem byłby ktoś chromy, gdyż dzięki temu uzyskuje się wydłużenie czasu potrzebnego na zejście do podziemi i powrót. Jeśli chodzi o te osoby z personelu, które wspinają się po drabinie do półek znajdujących się na wysokości ośmiu metrów, winny zamiast ręki mieć protezę z hakiem, a to ze względów bezpieczeństwa. Personel całkowicie pozbawiony kończyn górnych nosi ksiązki w zębach (panuje tendencja, żeby nie udostępniać książek w formacie większym niż ósemkowy).”

Zainteresowanych tym, Jak być Indianinem, Jak korzystać z instrukcji, Jak jeść w samolocie, Jak rozpoznać film porno lub wreszcie, Jak uzasadnić posiadanie biblioteki domowej odsyłam do Zapisków na pudełku od zapałek Umberto Eco.