Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRL. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 stycznia 2013

Mężczyzną być…

Właśnie czytam bardzo dobrą książkę Izabeli Meyzy i Witolda Szabłowskiego, którzy by przekonać się jak żyli ich rodzice, postanowili na kilka miesięcy przenieść się w lata osiemdziesiąte. W tym celu wynajęli mieszkanie w bloku z wielkiej płyty, zaopatrzyli w odpowiednie ubrania, sprzęty i porzuciwszy dobrodziejstwa kapitalizmu (począwszy od Internetu i dzisiejszych cudów techniki, a skończywszy na dezodorancie i podpaskach…) rozpoczęli swoją przygodę, której owocem jest książka Nasz mały PRL. Pół roku w M3 z trwałą, wąsami i maluchem
Prócz wielu zabawnych sytuacji, trafiłem w niej również na przekorny, choć z drugiej strony – jakże trafny, fragment o dzisiejszych rozterkach wieku męskiego: 

       „Dziś mężczyzna nie może już być mężczyzną. Ma sprzątać, prać, gotować, ładnie się ubierać, nie bić, przytulic, pomóc urodzić dziecko, zrobić sobie trwałą jak Piotr Rubik, ale jednocześnie – zarobić na rodzinę, mieć umięśnione ramię, podejmować szybkie decyzje, ważyć słowa. Innymi słowy: ma być jak góralski domek zabawka, z którego zależnie od pogody raz wychodzi baba, a raz chłop. Jednego dnia ma być mężczyzną, drugiego kobietą, trzeciego – Piotrem Rubikiem właśnie. I jeszcze sam ma wyczuć, który dziś jest dzień.”

niedziela, 18 marca 2012

Nie taki diabeł straszny

Takie ogłoszenie matrymonialne znalazłem w Siedmiu pigułkach Lucyfera Sergiusza Piaseckiego:

    „Wiedźma lat 45: ognista, przystojna, wszechstronnie owłosiona, lubiąca dzieci i rolmopsy, posiadająca duży kapitał bezczelności, szuka towarzysza życia, tych samych walorów, w wieku od 50 do 500. (…)”

Głównemu bohaterowi powieści – Markowi – diabłu 9. kategorii, nie dane było skorzystać z tej kuszącej propozycji. Za niedopełnienie piekielnych obowiązków służbowych został bowiem karnie zesłany do miejsca gorszego niż piekło: kazano mu przez rok żyć w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.
Czart bacznie obserwuje mechanizmy socjalistycznego porządku społecznego, zderza się z arogancją władzy, obłudą komunistycznych aktywistów i absurdami codzienności. Szybko jednak uczy się zasad funkcjonowania w peerelowskiej rzeczywistości i zaczyna przebojem zdobywać kolejne zaszczytne funkcje, intratne posady, nagrody i przywileje; choć nadal trudno mu zrozumieć paradoksy obowiązującej ideologii:

    „- Anglia to jest państwo, gdzie obywatel ma wielką wolność, bo musi robić to, co mu się chce robić (…), gdzie (…) z własnego upodobania, lecz bez entuzjazmu, robi to, do czego w państwach totalistycznych trzeba zachęcać karabinami maszynowymi, szubienicami i więzieniem.”

    „Rosja jest to państwo, w którym obywatel musi chcieć robić, to co mu każą robić”.

Książka nie jest z pewnością tak dobra jak Zapiski Oficera Armii Czerwonej. Piasecki znalazł genialny temat, jednak nie umiał spuentować niektórych podjętych w powieści wątków. Drażnią więc czasem nagłe przeskoki, porzucanie jednej historii na rzecz nowej. Nie da się jednak odmówić autorowi celności spostrzeżeń i poczucia humoru. Kilkakrotnie w trakcie lektury śmiałem się na głos, co nie zdarza mi się zbyt często. Trudno przecież zachować powagę, czytając tekst niemowlęcej przysięgi:

    „My, niemowlęta polskie, zgrupowane w żłobku nr 3 w Warszawie, w dowód swej wdzięczności Tobie – Słońce ludzkości – przyrzekamy, za wyzwolenie nas z krwawej tyranii sanacyjnej i od polskich pachołków imperialistycznych, stać wiernie na straży ideałów demokratycznych, a póki wyrośniemy – będziemy podwójnie spełniać swe funkcje niemowlęce, aby odwdzięczyć się Ci za te dobrodziejstwa, którymi naród polski otoczyłeś.

czwartek, 31 marca 2011

PRL dla dzieci

Wczoraj wieczorem, za sprawą spektaklu teatralnego Jerzego Bielunasa, wszedłem w rzeczywistość stanu wojennego widzianego oczyma siedmioletniego chłopca, Adasia – głównego bohatera książki Jacka Dukaja Wroniec. Twórcy przedstawienia granego w Teatrze Kamienica musieli sprostać olbrzymiemu wyzwaniu, jakim było przeniesienie na scenę świata zaklętego w specyficznym, na poły baśniowym języku powieści. Ta karkołomna próba powiodła się przede wszystkim dzięki znakomitym pomysłom plastycznym i scenograficznym Honoraty Mochalskiej i Anny Czyż oraz songom, do których muzykę napisał Mateusz Pospieszalski, z najciekawszą Piosenką Członka w brawurowym wykonaniu Agnieszki Matysik. Całość ogląda się z dużą przyjemnością.
Powstał jednak spektakl, którego głównym adresatem jest młody widz, co potwierdziła onieśmielająca średnia wieku wczorajszej publiczności. Dominuje tu raczej atmosfera „zabawy w stan wojenny”, niźli wizja zdeformowanej przez dziecięcą wyobraźnię okrutnej, budzącej strach rzeczywistości grudnia ’81. Mimo to, mam nadzieję, że i wśród starszych czytelników Dukaja znajdą się tacy, co choć z ciekawości obejrzą przedstawienie. Może i w nich obudzi się dziecięca tęsknota za lepszym światem – światem najpiękniejszej fikcji…

P.S. Książka Wroniec posłużyła jako materiał obowiązkowy w konkursie literackim dla gimnazjalistów z Białołęki, który organizowałem wraz z moim dobrym kolegą w Ośrodku Kultury przy van Gogha. Powieść Dukaja zestawiliśmy z mało znanym dziełkiem Martyny Miklaszewskiej Mikołajek w szkole PRL – nawiązującym do słynnej serii Mikołajków Sempé i Goscinnego. Jeśli ktoś znajdzie tę przecudnej urody książeczkę – polecam jej żarłoczną lekturę.