Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Głowiński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Głowiński. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 maja 2016

Powidoki, drobiny, ślady

Proza Michała Głowińskiego zawsze mocno przylegała do swojego twórcy. Jej autobiografizm jest z pewnością programowy – zakreśla horyzont tematyczny i z osobistych doświadczeń pisarza czyni kanwę literackiej opowieści. Tak jest również w przypadku najnowszej książki tego wytrawnego polonisty. Carska filiżanka to niewielki tom mieszczący szesnaście opowiadań; chciało by się powiedzieć – notatek z pamięci. Ich forma przypomina nieco pamiętnikarskie zapiski, czynione jednak nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim przez wzgląd na przyszłego czytelnika. Nie jest to jednak żaden sfingowany lub zgoła prawdziwy diariusz. Opisane tu rzeczy nie stanowią rejestracji bieżących wydarzeń i refleksji. Są jedynie próbą pochwycenia okruchów, strzępów, migotliwych obrazów sprzed lat, wokół których autor snuje wątek swych wspomnień, przyglądając się im niby bibelotom odnalezionym niespodziewanie w dawno nieodwiedzanych zakamarkach. Owe przebłyski odległych dziś spraw i spotkań są jak wątłe jesienne promienie słońca, odkrywające zapomniany kształt drogich nam niegdyś przedmiotów.

Książkę z podpisem autora wygrałem w konkursie organizowanym przez wydawnictwo Wielka Litera.

czwartek, 19 marca 2015

Sprawa dla reportera

Dwiema podstawowymi umiejętnościami reportera są ciekawość, pozwalająca dziwić się rzeczom pozornie zwykłym oraz zdolność cierpliwego, pełnego empatii, słuchania innego. Dalej jest już tylko talent do opowiadania historii i niezbędny warsztat pisarski. O ile pierwsze dwie cechy są właściwościami indywidualnego usposobienia - charakteru, o tyle dwie kolejne trzeba umieć w sobie ćwiczyć i pielęgnować. Teresa Torańska była wybitną reporterką, autorką licznych i znakomitych wywiadów, mającą wszystkie te elementy w zakresie znacznie przewyższającym branżową średnią.

W tych wywiadach, ciekawych już przez sam dobór rozmówców i ich poplątanych przez wichurę historii biografii, niedoścignionym wzorem jest sam warsztat dziennikarski autorki. Aż nie chce się wierzyć, jak wielką, mozolną pracę musiała wykonać Torańska, by tak drobiazgowo i skrupulatnie przygotować się do rozmów. Sama wielokrotnie zaskakuje swoich interlokutorów szczegółową wiedzą o ich życiu, koligacjach rodzinnych, miejscach dzieciństwa i drobnych, choć nieraz wiele znaczących epizodach z przeszłości. Autorce służy gruntowna znajomość historii, polityki, a nawet aparatu pojęciowego z dziedzin, których specjalistami są Bristiger, Głowiński i Rotfeld.

W dobie powierzchownych, zdawkowych wywiadów, przeprowadzanych przez ludzi nazywających się dziennikarzami, zdradzających jednak większe powinowactwa ze statywem do mikrofonu, kunszt i niezwykle solidne przygotowanie merytoryczne Teresy Torańskiej pozostają niedoścignionym wzorem, busolą dla wszystkich, którym zawód reporter nadal kojarzy się z umiejętnościami, o których wspomniałem wyżej.
 

poniedziałek, 8 grudnia 2014

"Czarne sezony"

Pisałem tu już niegdyś o autobiograficznej książce Michała Głowińskiego. Miałem wówczas za sobą lekturę Kręgów obcości, które zrobiły na mnie duże wrażenie i do których dziś z chęcią powracam w myślach i rozmowach.

Jednak zanim ukazała się ta commingoutowa, poważna i wzruszająca książka, Głowińskiemu nie obce były inne literackie próby autobiograficzne. Wiele lat wcześniej ukazał się zbiór opowiadań Czarne sezony, będący świadectwem czasów okupacji i Holokaustu.

Przyobleczone w epicką formę krótkich opowiadań wspomnienia, spisywane pod dyktando dziecięcej pamięci, wydobywanych z przeszłości obrazów getta; miejsc, w których autor, wówczas kilkulatek, musiał się ukrywać…

Jednym z takich miejsc był sierociniec prowadzony przez siostry zakonne, które z oddaniem ratowały także dzieci żydowskie, włączając je w codzienne praktyki religijne, ucząc katechizmu i wszystkiego, co niezbędne, by nie wyróżniały się spośród katolickiej wspólnoty. Miało to oczywiście swój walor konspiracyjny – zarówno wobec Niemców, jak i wobec pozostałych dzieci; miało też wymiar katechetyczny, rozumiany jako kształtowanie rzeczywistej, aktywnej postawy wiary.

To doświadczenie, jak i inne przeżycia dzieciństwa zagrabionego przez wojnę, zaważyło w sposób fundamentalny na kształtującej się osobowości Głowińskiego, kreśląc jeden z pierwszych, boleśnie odczuwalnych, kręgów obcości.

         „Ocaleliśmy, ocaleli moi rodzice, ocalałem ja. Właściwie nie rozumiem, jak to się stało, nie pojmuję, jakim sposobem przypadek akurat dla nas okazał się przychylny. Dziwię się, dziwię się wszystkiemu. Dziwię się, że żyję… Ale żyję, jestem, istnieję… I pamiętam!”

Książkę otrzymałem dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego i księgarni internetowej Publio.pl.

poniedziałek, 22 października 2012

Żyd, pedał, inteligent

Jego artykuły z tomów Style odbioru czy Mity przebrane należały do żelaznego repertuaru moich polonistycznych lektur. Na teksty Michała Głowińskiego niejednokrotnie powoływałem się w pracach zaliczeniowych. Nie wiedziałem jednak, że podejmował także próby literackie; że już w wieku siedemnastu lat obronił magisterium; że z uwagi na swe żydowskie pochodzenie musiał, jako dziecko, ukrywać się w czasie wojny… Nie wiedziałem też, jak wyglądała jego wieloletnia praca w Instytucie Badań Literackich, z jakimi trudnościami politycznymi musiał się liczyć jako wykładowca i naukowiec. O tym wszystkim, a także o poczuciu bolesnego wyobcowania ze względu na pochodzenie, silne napady klaustrofobii czy wreszcie odmienną orientację seksualną, pisze Głowiński w obszernej autobiografii zatytułowanej Kręgi obcości
Być może książka ta zainteresuje przede wszystkim polonistów, którzy podobnie jak ja zechcą prześledzić losy znakomitego profesora naszej dziedziny. Chciałbym jednak polecić tę lekturę również tym, którzy (choć pewnie po nią nie sięgną) przeczytać ją powinni obowiązkowo – antysemitom, homofobom i innym przekonanym o swej wyższości „mętnym łbom”, z politykami wypowiadającymi pogardliwie słowo „wykształciuch” na czele.