Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tochman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tochman. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 października 2011

Lektury na Zaduszki

W jednym z majowych wpisów (http://pamietnikzksiazek.blogspot.com/2011/05/spotkanie-z-wojciechem-tochmanem.html) przytoczyłem wypowiedź Wojciecha Tochmana ta temat sposobu, w jaki konstruuje on własną wypowiedź literacką. Jego reportaże mają wywoływać u czytelnika wręcz fizjologiczne reakcje, włącznie z bólem i strachem; mają wzbudzać poczucie bezradności i najprawdziwszy płacz…
Temu, kto nie sięgnął jeszcze po tochmanowskie książki, mogłoby się wydawać, że tak bezpośrednie oddziaływanie poprzez tekst literacki nie jest możliwe. Kto jednak czytał Jakbyś kamień jadła albo Dzisiaj narysujemy śmierć, musiał nieraz poczuć obrzydzenie, smród rozkładających się ciał i wszechogarniający, być może nawet paraliżujący, strach na myśl o tym, że i on mógłby paść ofiarą bestialskich wojen i pogromów.
To oczywiście nie jest łatwa lektura i nie kunszt literacki autora tu podziwiam, ale jego odwagę i determinację w opisywaniu świata po apokalipsie, rzeczywistości, która nam – ludziom sytego Zachodu, którzy tak szybko zapomnieli o własnych zbrodniach, nie mieści się w głowach. Jest to lektura obowiązkowa, stawiająca na nowo stare pytania o przyczyny krwawych konfliktów i rewolucji. Jest też sposobem spłaty długu pamięci wobec tych, którzy zginęli lub muszą żyć z piętnem traumatycznej przeszłości. 

„Patrzę na niego każdego ranka i żałuję. Że go nie usunęłam. Zaraz po tamtym wiele dziewczyn w obozie dla ocalonych usuwało. I ja jednego wieczoru zdecydowałam. Że zrobię to jutro. Ale we śnie usłyszałam głos: chcesz zabić dziecko? Chcesz być jak Interhamwe?
No to zrezygnowałam. I urodziłam. Wiara go ocaliła. […]
Ale, jak powiedziałam, teraz gorzko tego żałuję. Bóg mnie oszukał. Bo życie nie zwycięża śmierci. […]
Nie kocham tego chłopaka. Patrzę na niego i widzę tamtych. Nie ma ulgi. Bo on tu ciągle jest. Jak zadra jakaś. Hutu w moim domu. […] Wszyscy widzą ten podpis morderców. […] Moja matka poszła teraz w pole, mamy chwilę spokoju. Jej dzieci zostały przez nich zabite. I mąż. Tylko ja jej zostałam. I ten chłopak. Ona mu powtarza: ty żyjesz, a moje nie. Twój ojciec zabił moje dzieci!
I ja często do niego tak mówię: nie życzyłam sobie ciebie na świecie.
Chcę, żeby umarł. Nie pyta o ojca. Od razu go nauczyłam, żeby nie pytał. Miał dwa lata, kiedy po raz pierwszy powiedział: tata. Strzeliłam go w buzię bez żadnego namysłu i skutkuje do dzisiaj.
Gdybym go teraz zabiła, poszłabym do więzienia. Może tam znalazłabym spokój. Co o tym myślisz, biały człowieku?”

                                                           Wojciech Tochman: Dzisiaj narysujemy śmierć

poniedziałek, 23 maja 2011

Spotkanie z Wojciechem Tochmanem

Trochę mi wstyd, że dotąd mój ośrodek kultury nie podejmował zbyt wielu przedsięwzięć promujących czytelnictwo. Mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni… Tymczasem, z coraz większym zaangażowaniem kibicuję działaniom naszej dzielnicowej biblioteki. Z jej inicjatywy, kilka miesięcy temu, powstał Białołęcki Klub Książki, który właśnie zaprasza na spotkanie z reporterem Gazety Wyborczej – Wojciechem Tochmanem. Autor Wściekłego psa i Jakbyś kamień jadła oraz najnowszej książki Dzisiaj narysujemy śmierć będzie gościł w Czytelni Naukowej nr XX przy ul. van Gogha 1 – w budynku jedynego liceum i jedynego domu kultury na Białołęce – 2 czerwca o 19:00.
Na zachętę przytaczam wypowiedź Tochmana z wywiadu zamieszczonego w książce Agnieszki Wójcińskiej Reporterzy bez fikcji:

„W tej chwili trzeba nazywać rzeczy po imieniu, a nie bawić się w subtelne opisy świata. Coraz częściej używam mocnych barw, grubszych, odważniejszych kresek, głośniejszych dźwięków. Natłok informacji o ludzkim cierpieniu jest tak wielki, że to cierpienie się dewaluuje. Widzimy krew w telewizji i nic nas to nie obchodzi. Pijemy herbatę, jemy kolację. Więc chcę pisać tak, by czytelnik stracił apetyt. By go zabolało, by poczuł strach, mróz albo smród. Żeby się ubrudził, porzygał albo popłakał z bezradności. Chciałbym, by czytelnik chociaż na chwilę wszedł w skórę bohatera. Żeby zadrżał i pomyślał: i mnie się  to może przydarzyć.”