Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bauman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bauman. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 kwietnia 2021

Bauman - kapłan i diabeł

Biografia, w której możemy przejrzeć się wszyscy. Zobaczymy nasze uprzedzenia, lęki i zabobony. Odbijają się w niej intelektualne mody i polityczne podziały, moralne oceny - zachwyt i potępienie. 

Zygmunt Bauman - sędziwy starzec, gwiazda światowej socjologii, jeden z najbardziej znanych polskich naukowców przełomu wieków, przenikliwy krytyk ponowoczesności, myśliciel obdarzony talentem literackim, potrafiący trafnie syntezować nasze doświadczenie życia w coraz bardziej zglobalizowanym i pełnym skomplikowanych zależności świecie.

Domosławski z życzliwością i zrozumieniem wobec swojego bohatera, kreśli jego obraz jako fascynującego, wybitnego człowieka; pokazuje indywidualistę, trochę samotnika, który mimo niesprzyjających wyroków historii, umiał dzięki talentowi i pracowitości wspaniale rozwinąć swą naukową karierę i zaszczepić w nas nowe sposoby rozumienia współczesności.

Czytamy jednak również o Baumanie - wcielonym diable: zbrodniarzu, komunistycznym aparatczyku, zatwardziałym marksiście, najczystszej egzemplifikacji mitu żydokomuny; w końcu - słabym naukowcu, propagującym relatywizm i komunizm w lekko zmienionych szatach. Tak niestety jest postrzegany przez wielu, bazujących na czarnej legendzie Baumana (majora KBW, który po uniwersytecie chodzi z bronią, używaną wcześniej w walce z antykomunistycznym podziemiem). Dyskredytują go jako uczonego i odtrącają jako tego, który nigdy nie rozliczył się z grzechami młodości.

Legenda ta oczywiście ma swoje źródło w półprawdach i plotkach, które podsycane zawiścią, wrogością, antysemityzmem, małostkowością, uprzedzeniem i polityczną kalkulacją pęcznieją i z czasem krzepną stając się poręcznym narzędziem ponawianych z uporem napaści na profesora z Leeds.

Choć to książka niezwykle bogata, obszerna, pełna wielu wstrząsających wydarzeń, których w życiu Baumana nie brakowało, mnie najbardziej poruszyła relacja z prac komisji uczelnianej, opiniującej wnioski o przeprowadzenie uroczystości odnowienia doktoratu Zygmuntowi Baumanowi. W ten sposób świętuje się zazwyczaj jubileusz pięćdziesięciolecia obrony pracy doktoranckiej. Jak w soczewce skupiają się tu wszystkie negatywne cechy i słabości wrogów Baumana.

Wniosek dwóch socjologicznych instytutów zostaje odrzucony przez komisję złożoną z ludzi, którzy w dużej mierze nie znają dorobku Baumana, jednak przyznają sobie prawo oceny moralnej kandydata. Ochoczo przywołują domniemane przewiny Baumana, oficjalnie jednak zasłaniają się okrągłymi zdaniami, w tym o niedostatecznym "dorobku i charakterze pracy naukowej" Baumana (sic!), który już wtedy może pochwalić się licznymi międzynarodowymi nagrodami i doktoratami honoris causa wielu renomowanych uniwersytetów oraz przekładami swoich książek na ponad 30 języków.

W ten sposób Bauman, doświadczający szykanów jako Żyd (getto ławkowe, wyrzucenie z wojska, w końcu wygnanie z Polski na fali czystek 1968 roku), komunista (oskarżany o niezawinione zbrodnie, wierność systemowi i jego utrwalanie, wreszcie narażony na oszczerstwa prawicowych dziennikarzy i wyzwiska wykrzykiwane pod jego adresem przez zakłócających wykłady nacjonalistów) i naukowiec (krytykowano jego pisarstwo jako zbyt literackie, pozbawione podłoża empirycznego, zarzucano mu autoplagiaty) został ponownie wygnany, wypędzony z własnej dyscypliny naukowej przez rodaków, kolegów akademików, którym niestety nie udało się wzbić na wyżyny popularności i wejść do naukowego panteonu.

Polecam lekturę książki Artura Domosławskiego, bo to, co w niej najbardziej interesujące dotyczy nie tyle Baumana, co nas samych. To książka o Polsce i świecie po wojnie, po Zagładzie, po komunizmie i po upadku mitu kapitalistycznego ładu, rządzonego nieomylnie przez niewidzialną rękę rynku. To książka o naszym zagubieniu w coraz bardziej zasuplonym i nieoczywistym świecie, zabłąkaniu pomiędzy tym co lokalne, a tym co globalne, indywidualne i wspólne, właściwe i godne potępienia. 

P.S.: Książkę otrzymałem dzięki uprzejmości wydawnictwa Wielka Litera.


wtorek, 21 maja 2013

To nie jest dziennik!

Na zielono-czarnej okładce najnowszej książki Zygmunta Baumana znajduje się zdanie, w którym
wydawca przekonuje, że w nasze ręce trafiła „najbardziej osobista książka” słynnego socjologa, i że wbrew tytułowi – jest ona dziennikiem. Otóż myliłby się ten, kto po takim anonsie spodziewałby się prowadzonych systematycznie zapisków z życia autora; informacji o jego zaangażowaniu w prozaiczne, codzienne sprawy; intymnych zwierzeń i wszystkiego, co stawiałoby Baumana w centrum snutych opowieści czy refleksji. Książka ta jest po prostu zbiorem esejów, które co prawda zawsze oznaczone są datą dzienną – jak przystało na diariusz – ale nie mają wiele wspólnego z twórczością pamiętnikarską, gdzie głównym tematem są przypadki minionego dnia i wspomnienia z okresu młodości. Znacznie więcej miejsca poświęca w nich autor antycypacji jutra. 
W tym interesującym zbiorze znalazło się pięćdziesiąt pięć tekstów powstałych między 3 września 2010 roku a 1 marca roku 2011. Wszystkie łączy niezwykłe poczucie troski: o przyszłość naszej planety, o nowy kształt ziemskich społeczeństw, o losy wielkich religii, o kierunki globalnej polityki, o relacje między sytą północą, a głodującym południem, lecz przede wszystkim pełne współczucia myślenie o wykluczonych, pozbawionych ojczyzny, biednych, skazanych na nędzę w świecie przepychu i nadmiaru. Bauman upomina się o Cyganów, którzy włoskim i francuskim politykom służą wyłącznie jako obiekt pokazowych wojen z „nieprzystosowanymi”. Ostro krytykuje amerykańskie interwencje w Iraku i Afganistanie. Tłumaczy skąd biorą się studenckie protesty, tropi źródła niewydolności dzisiejszego systemu kształcenia oraz trudnej sytuacji na rynkach pracy. Część esejów poświęca sprawom związanym z rozwojem nowych technologii i zmianom społecznym, jakie niesie cywilizacja informatyczna. Zajmują go także procesy ekonomiczne, które odpowiadają za obecny kryzys gospodarczy. Znajdziemy tu również teksty O więdnącym zaufaniu i rozkwitającej arogancji, O nowym obliczu nierówności, O Cervantesie, ojcu humanistyki…, O tym, czy „demokracja” cokolwiek jeszcze znaczy – a jeśli tak, to co?, O Facebooku, intymności i ekstymności, O wzroście gospodarczym: czy jest nam potrzebny?, a także O dylematach wiary… 
Inspiracją do podjęcia takich, a nie innych tematów była często lektura codziennych gazet (najczęściej Le monde i New York Timesa) czy informacyjnych portali internetowych oraz nieustanne powroty Baumana do wysoko cenionej twórczości jego ulubionego pisarza – José Saramago. Wśród stałych odniesień literackich znajdziemy antyutopie Huxleya, Zamiatina i Orwella, a także prozę Alberta Camusa i Michela Houellebecqa. 
Jeśliby szukać zbioru o podobnym ładunku intelektualnym, dalekim horyzoncie myśli i szerokim spectrum podejmowanych tematów, należałoby bez wątpienia odwołać się do spuścizny innego wielkiego polskiego humanisty, który – podobnie jak Bauman – na stałe osiadł w Wielkiej Brytanii. To nie jest dziennik, bez wątpienia, przywodzi bowiem na myśl znakomite Mini-wykłady o maxi-sprawach Leszka Kołakowskiego.

Tekst opublikowano w lutowym numerze "Wiadomości Literackich".

piątek, 25 maja 2012

Czy jesteśmy jeszcze kulturalni?

„Otóż nie ma dziś ludzi na szczycie kultury, którzy odróżniają się od tych stojących niżej w kulturowej hierarchii regularnym uczęszczaniem do opery i filharmonii oraz zachwytem nad wszystkim, co w danym momencie uznawane jest za sztukę wysoką. Kręcą zaś nosem na wszystko tak pospolite jak piosenka popowa czy mainstreamowa telewizja. Co nie znaczy bynajmniej, by zabrakło dziś ludzi, którzy uważają się (i są uważani) za elitę kultury, prawdziwych smakoszów sztuki, wiedzących lepiej od innych, nie dość ukulturalnionych ziomków, o co w kulturze idzie, co do kultury należy i co dla człowieka kultury jest comme il faut, a co jest comme il n’est faut pas. Tyle że w odróżnieniu od dawnych elit kultury nie są oni koneserami utyskującymi na gusta gminu i bezguście filistra. (…) w ich repertuarze kulturowej konsumpcji jest miejsce i na operę, i na heavy metal czy punk, na „sztukę wysoką” i na telewizję mainstreamową; na Samuela Becketta i na Johna Grishama czy Terry’ego Pratchetta. Kęs z tego, kąsek z tamtego, raz to, raz tamto. Sieczka…” – pisze Zygmunt Bauman w książce o wiele mówiącym tytule Kultura w płynnej nowoczesności.
Dzisiejszych przedstawicieli kulturalnej elity nazywa „wszystkożercami”; snobami, którzy ostentacyjnie wyrzekają się snobizmu, konsumentów kultury wiernych zasadzie „maksymalnej tolerancji i minimalnej wybredności”. Znakomicie opisuje także procesy, które doprowadziły do erozji tradycyjnego, oświeceniowego, pojęcia kultury jako projektu cywilizacyjnego, mającego wyraźnie określony i możliwy do osiągnięcia cel. Konfrontuje pojęcia postępu i mody, mecenatu i „menedżmentu”, oświecania i uwodzenia w odniesieniu do dawnych i dzisiejszych zadań i sposobów funkcjonowania kultury. 
W książce znajdziemy sześć lapidarnych tekstów, składających się na celną i aktualną diagnozę naszej współczesności oraz szereg pytań, które warto sobie postawić przy najbliższym rachunku kulturalnego sumienia.