czwartek, 2 maja 2013

Lektura na majówkę

Dla wielbicieli kryminałów Borisa Akunina pojawienie się kolejnej powieści sensacyjnej o przygodach detektywa Erasta Pietrowicza Fandorina – Świat jest teatrem – to nie lada gratką. Twórca kilkunastotomowego cyklu, zarzekał się, że jedenasta część – Diamentowa karoca, uzupełniona zbiorem dziesięciu opowiadań (Nefrytowy różaniec), będzie ostatnią odsłoną niezwykłej biografii bohatera, którego inteligencja, nienaganne maniery, znajomość wschodnich sztuk walki, sprawność w posługiwaniu się bronią i niezawodna intuicja stawiają w równym rzędzie z Sherlockiem Holmesem, Herkulesem Poirot, Jamesem Bondem, a nawet Jackie Chanem i Ojcem Mateuszem. 
Tym razem Fandorin wkracza w nieznany sobie świat teatru. Zanim zorientuje się w panujących tu zwyczajach i zdoła otrząsnąć się z paraliżującego wolę i rozum zauroczenia, wypadki potoczą się nieoczekiwanym torem, a kilku adoratorów słynnej aktorki Elizy Altairsiej-Lointaine zdąży paść trupem. By móc swobodniej poruszać się wśród artystów i korzystać z możliwości obserwowania ich nie tylko w czasie przedstawień, ale także na próbach, Erast Pietrowicz podejmie się współpracy z teatralną trupą, a nawet spróbuje swych sił jako dramaturg. Napisaną przez Fandorina sztukę zamieszczono zresztą w książce, dzięki czemu, po przeczytaniu powieści, mamy szansę zapoznania się z tym pełnokrwistym dramatem, inspirowanym tradycjami teatru japońskiego. 
Szczególna rola (nomen omen!) przypadnie także nieodłącznemu towarzyszowi Erasta Fandorina, słudze i pomocnikowi Masie, który niczym Sancho Pansa, krok w krok podąża za swym panem, gotowy w razie potrzeby oddać za niego nawet własne życie… Czy teatr okaże się aż tak niebezpiecznym miejscem?

          „Oprócz zazdrości miłosnej istnieje też zazdrość aktorska. Główna artystka trupy jest zawsze narażona na wściekłą zawiść. Znane są przypadki, kiedy pierwszym aktorkom koleżanki przed spektaklem wsypywały do butów tłuczone szkło. Śpiewaczce operowej dodano kiedyś pieprzu do kogla-mogla, żeby straciła głos. Różnie bywa i w teatrze dramatycznym. Ale co innego – podłożyć żmiję do kosza z kwiatami, a co innego z zimną krwią otruć Smaragdowa, rozpruć brzuch Limbachowi, podciąć gardło Szustrowowi.”

Tekst jest skróconą wersją recenzji, która ukazała się w styczniowym numerze "Wiadomości Literackich".

piątek, 19 kwietnia 2013

Czytelnicy do broni!

Z przeprowadzonych przez Bibliotekę Narodową i TNS Polska badań dotyczących stanu czytelnictwa w Polsce wynika, że w 2012 roku tylko 11.1% Polaków przeczytało 7 i więcej książek. Czytanie od 1 do 6 książek rocznie zadeklarowało tylko 26,5% respondentów. Aż 34,5% osób z wyższym wykształceniem przyznało się do nieczytania jakichkolwiek dłuższych tekstów. Natomiast ogólna liczba osób, które nie wstydzą się przyznać, że przez cały rok nie sięgnęły po żadną książkę przekracza 60%! 


Te statystyki są rzeczywiście zatrważające. W związku z tak niskimi wynikami badań powstało już wiele tekstów, wywiadów i wypowiedzi publicystycznych, których autorzy biją na alarm. Znakomitości świata nauki i kultury podpisują listy wzywające ministra Zdrojewskiego, rząd i wszystkich, którzy mają jakikolwiek wpływ na politykę kulturalną i rynek książki do ratowania nas z kulturalnej zapaści. 
Mam jednak wrażenie, że uświadamianie przedstawicielom władzy, jak niski procent obywateli zainteresowany jest czytelnictwem to jasny komunikat, że nie warto się sprawą zajmować. Przecież jakikolwiek wysiłek w naprawę obecnego stanu rzeczy zostanie dostrzeżony co najwyżej przez garstkę mamutów-intelektualistów, którzy na dodatek nie są zazwyczaj skłonni do łatwego poddawania się przedwyborczym sztuczkom i populistycznym zagrywkom, ani też nie przejawiają tendencji do walki o swoje przekonania za pomocą palonych opon, zdemolowanych samochodów i witryn sklepowych czy też drogowych blokad. 
Należy więc rozpocząć zakrojone na dużą skalę akcje wysypywania książek na tory, zaklejania gazetami rozkładów jazdy, sprayowania na murach cytatów z arcydzieł literatury, natrętnego odpytywania posłów, burmistrzów i prezydentów ze znajomości lektur i bieżących nowości wydawniczych, masowego zapalania zniczy przed bibliotekami i księgarniami oraz rozdawania (w światłach kamer!) elementarzy nieczytającym politykom i celebrytom. 
Tylko w ten sposób pokażemy, że jesteśmy siłą, której lekceważyć nie można.

środa, 3 kwietnia 2013

Z książek najgorszych...

Oto (nieco skrócony) tekst mojej najbardziej jadowitej recenzji, która ukazała się w styczniowym numerze Wiadomości Literackich:

Są książki, których nie da się czytać, ale wstyd przyznać, że ich nie znamy. Są też takie, których czytanie sprawia wielką frajdę, ale ze wstydem przyznajemy się do ich lektury. Bywają niestety książki tak fatalne, że zaglądać do nich nie ma po co i nie wypada. Do tej niechlubnej kategorii należy zbiór tekstów Jana Nowickiego Mężczyzna i one, publikowanych wcześniej w „Zwierciadle”, „Gazecie Krakowskiej” i „Wróżce”. 
Znakomity aktor, wykładowca krakowskiej PWST, laureat wielu prestiżowych nagród i odznaczeń, jeden z niekwestionowanych mistrzów swojego zawodu, uwielbiany przez kobiety, niezwykle barwny i dowcipny człowiek, nie wiedzieć czemu, zdecydował się poświęcić swe teksty sprawom błahym i nieistotnym, a tam, gdzie od czasu do czasu zdarzyło mu się poruszyć nieco bardziej ważki temat, nie wyszedł poza trywialne konstatacje i popularne stereotypy. Nowicki, zamiast świadectwa własnego artystycznego zaangażowania i dorobku, proponuje nam krótkie odpowiedzi na banalne pytania dotyczące relacji damsko-męskich w stylu: o co najczęściej kłócą się ze sobą pary?, co pana drażni w kobietach?, czy zna pan sposób na miłość wiecznie szczęśliwą?, czy mógłby pan opisać swój ideał kobiety? itp. W innej części książki pojawiają się także pytania bardziej osobiste i frywolne, zadawane przez czytelniczki i czytelników „Zwierciadła”: czy chciałby być kobietą, czy próbował kiedyś z mężczyzną, jak sypia, czy chciałby się jeszcze raz narodzić, czy na pewno kocha życie i czy uprawia samogwałt… 
Nowicki pisze także niewielkie felietony, których temat wybiera sam, ale i w nich prezentuje niemal wyłącznie spostrzeżenia i przekonania dotyczące kwestii ogólnych, z rzadka odnosząc się do tego, co w samym Nowickim najciekawsze – ról, aktorskich perypetii i anegdot, a przede wszystkim tajemnej wiedzy o jednym z najtrudniejszych artystycznych wyzwań, jakim jest przedzierzgnięcie w sceniczną postać, przeistoczenie się i oddanie własnej cielesności filmowemu bohaterowi. 
O podejmowane w książce zagadnienia można zapytać każdego. Z równie udanym skutkiem mógłby na nie odpowiadać jakikolwiek celebryta, odsłaniając przed czytelnikiem domorosłą filozofię, okraszoną niewyszukanymi bon motami na dowolny temat. Takich pozycji na półkach naszych księgarń nie brakuje. Znani z tego, że są znani zawsze chętnie wypowiedzą się przed kamerą, udzielą kulinarnych porad, podpowiedzą jak się ubrać i gdzie się pokazać; opowiedzą o swoim życiu intymnym i podzielą się przekonaniami na temat Biblii… Niektórzy, dla pomnożenia zysków, sięgną nawet po pióro. Tak się stało również w przypadku książki Nowickiego, do której przedmowę napisał Kuba Wojewódzki (sic!). 
Osobom, które rzeczywiście mają coś do powiedzenia z racji znakomitego wykształcenia, doskonałej znajomości własnej dyscypliny czy choćby uprawianego z prawdziwą pasją hobby, należy stawiać pytania o to, co dla nich najważniejsze i najbliższe ich sercom. Głupotki zostawmy gwiazdom i gwiazdeczkom z tanecznych turniejów, telenowel i reklam.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Długa zima

W marcu Pamiętnik z książek skończył trzy lata. Nie było jednak czasu na huczne urodziny. Zbyt wiele złego i dobrego działo się wokół mnie, bym mógł spokojnie i z pełnym zaangażowaniem przygotowywać kolejne wpisy. Część moich ostatnich lektur znalazła swe odbicie w recenzjach pisanych dla Wiadomości Literackich, ledwo tu wspomniana lub pominięta; część nie zasługuje na wzmiankę czy choćby krytyczny komentarz… 
Mimo wszystko, mam nadzieję, że zima się wreszcie skończy, a wraz z wyczekiwaną wiosną sprawy potoczą się nowym, prostszym torem. Tymczasem – wszystko w moich rękach!

      kiedy zabraknie pod stopami pewnego gruntu – twardej ziemi 
      to znak, że wyższym, wzniosłym celom jesteśmy przeznaczeni

sobota, 16 marca 2013

Bajka na wskroś prawdziwa

Czasem literatura w zaskakujący sposób potrafi komentować rzeczywistość. Poniżej fragment, który dziś przeczytałem w jednej z Bajek z lewej kieszeni Aleksandara Prokopieva:

     „Ja z królową miałem dużo gorzej.
     - Nie można nic na siłę – powiedziała i wyrzuciła mnie bez mrugnięcia okiem. 
     Niech ktoś powie, że nie robiłem dla niej wszystkiego! Poświęciłem swoje życie, by ją zadowalać. […] 
     A co dała mi w zamian? Wyśmiewała mnie za moimi plecami, w otoczeniu swoich tak zwanych dworskich dam, wstrętnych lizusek. Dowiedziałem się, że porównywała mnie do hobbita, mówiła, że jestem prostakiem z brudem za paznokciami. A dworzanki chichotały, i głośno, i skrycie. Ale one są kobietami. Przed nią udawały uprzejmość: «Co u pana słychać? Dawno pana nie widzieliśmy u naszej pani» - a na korytarzu wypinały do mnie dupy i cycki. […] 
     Ale nie ujdzie jej to na sucho! Myśli, że łatwo zapomnę, co mi zrobiła? Nigdy! […] 
    Teraz jestem zdecydowany! Powiem prawdę o niej, ze wszystkimi potwornościami i pikantnymi szczegółami.”

piątek, 22 lutego 2013

Rok Henryka Goldszmita?

W styczniowym numerze Wiadomości Literackich ukazał się mój wywiad z Wojtkiem Lasotą – Prezesem Fundacji Korczakowskiej, w którym prosiłem mojego rozmówcę o podsumowanie przedsięwzięć związanych z rokiem Janusza Korczaka. Pod koniec zadałem nieco prowokacyjne pytanie:

Czy fakt, że Janusz Korczak był Żydem nie stanowi pewnej przeszkody dla swobodnego i szerokiego popularyzowania jego postaci?

Myślę, że żeby komuś przeszkadzało to, że Korczak, Henryk Goldszmit, był Żydem, ten ktoś musi najpierw to wiedzieć. A to wcale nie jest, w powszechnym odbiorze, takie oczywiste. Korczaka nadal postrzega się stereotypowo. Przeciętnemu człowiekowi kojarzy się on z „Królem Maciusiem Pierwszym”, sierotami i utrwalonym w zbiorowej świadomości przekonaniem, że dobrowolnie poszedł ze swoimi podopiecznymi na śmierć. Większość ludzi zupełnie nie widzi tego, że Korczak jako Żyd był na tę śmierć niejako skazany. 
Wydaje mi się, że tak słaba znajomość biografii Janusza Korczaka i pokutujące wciąż na jego temat stereotypy, tłumaczą być może niezwykły fenomen przyjęcia w naszym sejmie propozycji roku Korczaka przez aklamację. Nie było ani jednego głosu przeciwnego, lub wstrzymującego się.
Pomyślałem przewrotnie, że kiedy pojawią się głosy sprzeciwu w odniesieniu do idei i postaci Korczaka, w tym też takie, które odwołują się do jego żydowskości, to będzie paradoksalnie pokazywać, że recepcja tej postaci staje się głębsza.”

środa, 13 lutego 2013

Bycie ojcem dla początkujących

Ponieważ od kilku miesięcy nie mogliśmy się z żoną doczekać przyjścia na świat naszego pierwszego dziecka (Tymoteusz urodził się 4 lutego!), nasze lektury zaczęły w sposób naturalny krążyć wokół tematów związanych z macierzyństwem, przebiegiem ciąży i wychowaniem małego człowieka. Do ulubionych pozycji należy książka Leszka K. Talki Dziecko dla odważnych, której autor w demaskatorskim i pełnym humoru stylu rozprawia się z mitami o słodkich malusińskich i wiecznie szczęśliwych, dumnych ze swych pociech rodzicach. Talko napisał także, utrzymany w podobnym klimacie, specyficzny poradnik dla ojców, który niedawno dostałem od mojej żony. Jego tytuł – Pomocy, jestem tatą. Czyli jak być dobrym ojcem i nie osiwieć zbyt szybko – mówi sam za siebie. Wśród wielu ciekawych spostrzeżeń i niesłychanie zabawnych anegdot, moją uwagę przykuł krótki fragment nawiązujący poniekąd do słynnej i słusznej akcji „Cała Polska czyta dzieciom”:

      „Większość ludzi wierzy, że ich dzieci zmądrzeją, jeśli będzie się im czytać książki. 
    Hm, jak się okazuje, to tylko część prawdy. Autorzy Freakonomii przytaczają wyniki badań. Okazało się, że dzieci, którym rodzice czytali, i te, którym nie czytali, nie różniły się specjalnie od siebie. Ich wyniki w szkole też nie odbiegały od średniej. Za to olbrzymia różnica była między dziećmi, których rodzice sami dużo czytali, mieli w domu dużą bibliotekę i regularnie kupowali książki, a tymi, których rodzice sami książek nie czytali. 
      Dziecko nie jest głupie. Nie oszukasz go. Jeśli nie czytasz książek (jasne, masz dużo pracy i od roku obiecujesz sobie, że jak tylko znajdziesz chwilę, to coś przeczytasz), to niby dlaczego ono ma czytać? Jeśli sam zapominasz o myciu zębów – dlaczego ono ma pamiętać? […] 
       Dlaczego ma nie krzyczeć na innych, jeśli ty krzyczysz? […] 
      Myślisz, że dziecko polubi warzywka, jeśli tata woli frytki? I widzi, że tata wcina te frytki, popijając coca-colą albo piwkiem. […] 
     Myślisz, że nauczysz je, jak zdobywać szacunek, jeśli kłócisz się z żoną i wychodzisz, trzaskając drzwiami? 
       Wolne żarty.”

Za tę dowcipną, inteligentną i, mam nadzieję, przydatną lekturę dziękuję właśnie żonie, która od kilku dni dzielnie znosi brak snu, przewijanie i karmienie Tymka o 3:50 w nocy i moje nieudolne próby pomocy (rym niezamierzony, ale znaczący).